Śpiewająco zakończyła się Noc Poetów w Krakowie. Ostatnim akordem cyklu imprez był plenerowy koncert utworów Leszka Aleksandra Moczulskiego. Wcześniej poezja krążyła po Starym Mieście, odwiedziła Klub pod Jaszczurami i odkryła swoje bogate oblicze podczas spotkania z poetami i koncertu Podziemie 80/10 w Lizard Kingu.
Przedtaktem do całej imprezy były popołudniowe poetyckie etiudy w plenerze w wykonaniu aktorów pod wodzą trójki reżyserów: Wiesława Hołdysa, Adama Sroki i Jarosława Tochowicza. Poezja zaatakowała ludzi na Placu Szczepańskim i Plantach, wytrącając ich z codziennej gonitwy.
Noc Poetów została zaplanowana jako święto poezji niezależnej. Ponieważ okazją do świętowania było 30-lecie Niezależnego Zrzeszenia Studentów, przypomnienie bogatej twórczości poetyckiej tamtego czasu stało się naturalną osią programu. Dlatego pewnie tak duże zainteresowanie wywołało spotkanie z poetami formacji NZS połączone z koncertem Podziemie 80/10 w Klubie Lizard King przy ulicy świętego Tomasza. W prowadzonym przez Marka Mikosa spotkaniu wzięli udział twórcy: Krzysztof Dawidowicz, Tadeusz Drwal, Zbigniew Machej, Marek Marczyk, Jan Organ i Wojciech Pazdur. Wiersze tych poetów - z wyjątkiem Dawidowicza, którego twórczość znalazła się w programie koncertu - czytali aktorzy Tomasz Radawiec i Adam Młynarczyk. Recytacje rozpoczęło przypomnienie poezji tragicznie zmarłego Lecha Sadowskiego.
W wyreżyserowanym przez Jarosława Tochowicza koncercie "Podziemie 80/10" swojej aktualności dowiodły wiersze innego tragicznie zmarłego w 80. latach poety – Mirosława Tarasewicza, a także Wojciecha Raduchowskiego-Brochwicza i kilka lat starszego od pokolenia pierwszego NZS – Jana Polkowskiego.
Śpiewane wersje utworów Dawidowicza z tomiku "Kanikuła" koncertowa publiczność powtarzała jeszcze długo tego wieczoru. Reżyser i dwie undergroundowe nowohuckie grupy, które wystąpiły w koncercie – zespoły „Pro Forma” i „Orkiestra Bohatera” pokazali, jak pełne poetyckiej energii i świeżości są te wiersze. O ich aktualności nie stanowią historyczne fakty, których echa pozostały w niektórych utworach, ale to, co stanowi o sile i ponadczasowości liryki - świeżość indywidualnego spojrzenia na świat.
W koncercie siłą napędową był bunt niesfornego młodego człowieka przeciw różnym formom zniewolenia, w pierwszej części spotkania poeci zaprezentowani zostali w całej rozmaitości swoich lirycznych strategii służących w efekcie oswojeniu i zrozumieniu otaczającego świata.
Wieczór w Lizard Kingu potwierdził, że ludzie, których studenckim doświadczeniem był rok 1980 i następne lata, jako twórcze osobowości są bardzo zróżnicowani. Nie warto więc na siłę tworzyć z nich czegoś na kształt „ugrupowania”, lepiej pokazywać w całej tej rozmaitości.
Przypominaniu poezji za słabo obecnej we współczesnym obiegu służy zainicjowana przez Stowarzyszenie NZS 1980 seria „Poeci zapomniani”. Pierwszym jej pozycjom - tomom Lecha Sadowskiego i Mirosława Tarasewicza, a także przygotowywanej edycji zbioru wierszy trzeciego przedwcześnie zmarłego poety – Krzysztofa Senajki poświęcone było spotkanie w Klubie pod Jaszczurami. Wiersze bohaterów spotkania czytał prowadzący – Bronisław Maj wraz z aktorem Dominikiem Stroką.
W zamykającym Noc Poetów muzycznym „Korowodzie Leszka Aleksandra Moczulskiego” bawiły się i wzruszały pokolenia wychowane na poezji autora „Exodusu” i przebojów Skaldów. Wieczór z udziałem poety przygotowała i opracowała muzycznie Halina Jarczyk. I tu, wokół Sceny przy Pompie, widownia dopisała znakomicie. Pieśni i wiersze Moczulskiego, a także wykonane brawurowo przez braci Andrzeja i Jacka Zielińskich „Medytacje wiejskiego listonosza” i Dwudzieste szóste marzenie” połączyły -podobnie jak cała Noc Poetów - publiczność ponad pokoleniami i ponad wszelkimi innymi podziałami.
Poezja zwyciężyła.